Gdy fikcja miesza się z prawdą… Patrycja Gryciuk – „450 stron”

Dobra książka swój początek ma w głowie autora. Ale wciągająca fabuła, ciekawi bohaterowie, skomplikowane intrygi i niespodziewane zwroty akcji utrwalone na papierze za pomocą małych, czarnych znaczków to tylko część przepisu na sukces. Pisarz stworzył dzieło i teraz to w rękach wydawnictwa spoczywa odpowiedzialność za jego wypromowanie. Do czego zdolni są wydawcy, stając do marketingowej rywalizacji o czytelnika? Czy ktoś może posunąć się do morderstwa, by o książce zrobiło się głośno?

Wiktoria Moreau to autorka bestselerowych kryminałów. Zbliża się premiera jej najnowszej książki, czytelnicy składają zamówienia jak szaleni i wydaje się, że sukces jest murowany. Ale jak to często bywa – sielanka nie trwa zbyt długo. Okazuje się bowiem, że ktoś podmienił nazwę powieściowej firmy farmaceutycznej, w której dzieje się akcja, na inną, podejrzanie podobną do nazwy realnie istniejącego koncernu. Widmo pozwu o zniesławienie to tylko początek problemów, bo policja zaczyna wyławiać z rzeki Hudson trupy i wszystko wskazuje na to, że morderca działa według fabuły książki największego konkurenta Wiktorii… A ta z kolei niebezpiecznie przypomina historię kobiety. Kto zmienił nazwę firmy, kto stoi za zabójstwami i wreszcie – co wspólnego ma ze sobą powieść Moreau i jej konkurenta?

welkinson iambiblioholic recenzje książki

„450 stron” to druga powieść Patrycji Gryciuk. Reklamowano ją jako kryminał – i to kryminał kobiecy, czymkolwiek miałby on być. W tym miejscu właśnie następuje pierwszy zgrzyt, ponieważ prawdziwego kryminału jest tu jak na lekarstwo. Mamy za to obyczajową opowieść z rozbudowanym wątkiem miłosnym, a raczej rozterkami sercowymi 35-letniej kobiety z emocjonalnością nastolatki. Wątek kryminalny występuje, owszem, ale jako dodatek do całości, nie jako główna część fabuły. Wszystko dzieje się gdzieś obok – dostajemy informacje o kolejnych morderstwach, towarzyszymy Wiktorii w przesłuchaniach, jednak śledztwo toczy się poza historią i nie mamy wglądu w postęp spraw i prace policji. Ciekawie zapowiadająca się intryga została zatem spłycona i sprowadzona do roli wątku mocno pobocznego. Gdzie tu miejsce na samodzielne rozwiązywanie zagadki? Gdzie emocje, niepokój i wypieki na twarzy?

Opowieść sama w sobie jest jednak całkiem ciekawa. Muszę tu pochwalić wielotorowe prowadzenie narracji, dzięki czemu poznajemy historię z perspektywy kilku osób. Autorka świetnie ukazała wątek rywalizacji między dużymi wydawnictwami oraz walkę o czytelnika i postawiła przed odbiorcą pytanie – do czego można się posunąć, by osiągnąć sukces i wypromować książkę? W ogóle sam pomysł na osadzenie intrygi w realiach wydawniczego świata i wplecenie do niej wątku kryminalnego w świecie autorów i wydawców ogromnie przypadł mi do gustu. Interesujące w moim odczuciu są także rozdziały, w których Wiktoria pracuje nad książką – jesteśmy świadkami procesu twórczego, zabawy słowami, narodzin nowej historii, co opisane zostało bardzo obrazowo.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety „450 stron”, ponieważ dalej jest już tylko słabiej. Gwoździem do trumny dla tej książki jest nienajlepszy wątek miłosny, w dodatku rozbudowany za bardzo. Opisy rozterek głównej bohaterki, wahań nastroju i jej ciągłe zmienianie zdania co do obiektu uczuć stanowią bowiem lwią część powieści. Dodam do tego, że rozterki owe nijak nie przystają do kobiety z bagażem doświadczeń w postaci byłego męża – prędzej posądziłabym o nie niestabilną emocjonalnie dziewczynę przeżywającą swoje pierwsze zauroczenie. Poza tym jest cukierkowo i iście hollywoodzko, a co za tym idzie, nudno i przewidywalnie. Moje serce ani razu nie zabiło mocniej, a jedyną emocją, jaką wątek ów we mnie wywołał, było zniecierpliwienie.

welkinson iambiblioholic recenzje książki

Podczas lektury towarzyszyła mi także irytacja z powodu głupoty głównej bohaterki. Mimo swojego wieku zachowuje się jak nastolatka nie tylko w kwestiach uczuciowych, a logiki jej postępowania w pewnych sytuacjach nie jestem w stanie objąć swoim rozumem. Nie jest to postać, z którą mogłabym się w jakikolwiek sposób utożsamić , ba – nie mogłabym nawet jej polubić: jest wybitnie denerwująca. Co się zaś tyczy przystojnego i pozbawionego wad młodego aktora – Mackenziego Stanforda, z którym romans podejmuje Wiktoria, to nie można o nim powiedzieć nic ponad to, że jest… przystojny i pozbawiony wad. A do tego młody. Ideał mężczyzny, dla którego każda kobieta traci głowę.

Reszta postaci w zasadzie pozbawiona jest charakteru. Z żadną z nich nie udało mi się utożsamić i żadnej nie polubiłam ani też nie znielubiłam – są najzwyczajniej w świecie nijakie. Wyjątek stanowi prowadząca śledztwo w sprawie morderstw detektyw Ortega, lubująca się w uwodzeniu męskiego grona świadków w celu wyciągnięcia zeznań. I przyznać trzeba, że sposób to skuteczny, choć nie do końca profesjonalny.

Podsumowując: „450 stron” zdecydowanie nie jest kryminałem. To powieść obyczajowa, by nie nazwać jej romansem, z wątkiem kryminalnym w tle. Momentami kłopoty, w jakie wpadli bohaterowie wydają się zupełnie chować w cień wobec rodzącego się płomiennego uczucia i miłosnych uniesień, wysuwających się mocno na pierwszy plan. Gdyby rozwinąć nieco ciekawy przecież wątek morderstw oraz pokazać tok śledztwa w ich sprawie, o którym nie wiemy nic, a dodatkowo jeszcze urozmaicić i skrócić nudnawą miłosną historię, mógłby wyjść z tego ciekawy kryminał z oryginalną fabułą. Potencjał był i dlatego bardzo boli mnie, że został zmarnowany – otrzymaliśmy bowiem mocno przeciętne czytadło, które na pewno nic nowego nie wniesie do naszego życia.

Reklamy

3 thoughts on “Gdy fikcja miesza się z prawdą… Patrycja Gryciuk – „450 stron”

  1. Pingback: Pociąg do prawdy. Paula Hawkins – „Dziewczyna z pociągu” | iambiblioholic

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s