Nieproszony gość weselny, czyli „Demon”

Oto film, który dodatkowy rozgłos zyskał przez zaskakującą śmierć reżysera, Marcina Wrony. „Demon” – horror w polskim wydaniu. I to tak bardzo polskim, że już bardziej się nie da – mamy bowiem wesele, prawdziwe, wiejskie, gdzie wódka leje się strumieniami, a najważniejsze to zachować pozory za wszelką cenę… Nawet jeśli wszystko się wali.

demon iambiblioholic welkinson recenzje

Źródło: filmweb.pl

Cała historia zaczyna się w przeddzień ślubu Piotra i Żanety. Młodzi dostają do zagospodarowania stary dom dziadków dziewczyny, gdzie ma się także odbyć ich wesele. Wydaje się, że nic poza niepewną pogodą nie popsuje sielanki panującej pomiędzy narzeczonymi. A jednak… w noc poprzedzającą wesele Piotr odkopuje na działce ludzkie kości, po czym traci przytomność. Nazajutrz nie pamięta, co się z nim działo, ale jego dziwne zachowanie nie uchodzi uwagi weselnych gości…

Wszystko zapowiada się niezmiernie obiecująco. Mamy szczęśliwą parę, której radość życia szybko zostaje zburzona przez niewyjaśnioną obecność trupa w ziemi. Trupa, o którym nikt nic nie wie, ale który zaburza całą uroczystość weselną. Dość szybko zauważyłam jednak, że ma tu miejsce pomieszanie konwencji. Niby gatunkowo to thriller/horror, mamy mroczną tajemnicę, kości w ziemi i dziwacznie zachowującego się pana młodego, ale jednocześnie jest tu wiele humoru, zabawnych tekstów i ciętych ripost, a także komizmu postaci. Wszystko to miesza się ze sobą przez cały film i zdaje się, że ma na celu nieco rozładować narastającą atmosferę grozy i napięcia. W efekcie jednak sceny żywcem wyjęte z komedii sprawiły, że czułam się, jakbym oglądała parodię horroru, i to parodię zrobioną iście po polsku, okraszoną wieloma kieliszkami wódki, która, jak weselna tradycja nakazuje, lała się litrami.

W ten sposób Wrona wspaniale pokazał typową polską mentalność: zachować pozory za wszelką cenę. Coś niedobrego się dzieje? Dajcie gościom wódki, niech się bawią! Najważniejsze, to by inni nie zauważyli, że coś jest nie tak, nawet jeśli sytuacja jednoznacznie wskazuje, że dzieje się coś złego i… dziwnego.

Bez czego nie ma polskiego filmu? Bez chociaż jednego „kurwa” i… bez Żyda. Tak, w „Demona” została wpleciona historia Żydów, ani słowa jednak nie ma tu o holocauście, pojawia się za to refleksja o przemijaniu. Ciekawym motywem zaś są wierzenia żydowskie, wedle których dusza zmarłego może przyczepić się do żywego człowieka w wypadku, gdy ma jeszcze coś do zrobienia – coś, co śmierć przerwała. I tak też dzieje się w „Demonie”, a dybuk, czyli duch Żydowskiej dziewczyny, poprzez opętanie usiłuje odzyskać to, co mu zabrano, czyli… miłość.

demon iambiblioholic welkinson recenzje

Źródło: filmweb.pl

Aktorsko „Demon” stoi na dobrym poziomie, a największym światłem całego filmu są postacie Zygmunta Jasińskiego, ojca Żanety, oraz lekarza – w tych rolach Andrzej Grabowski i Adam Woronowicz. Moim zdaniem ukradli film. To bohaterowie mający swój silny charakter, a dodatkowo wbudowano w nich pewną dozę humoru i powiedziałabym nawet: groteski. Również Itay Tiran w roli Piotra spisał się dobrze i wczuł się w tajemniczy klimat produkcji.

Co do zakończenia – teoretycznie powinno choć trochę wyjaśnić intrygę, a nie wyjaśnia właściwie nic. Odniosłam wręcz wrażenie, że przerwano film w połowie. Do końca właściwie nie wiedziałam, co się wydarzyło, co doprowadziło do tego, że w ziemi na działce dziadków Żanety znalazły się ludzkie szczątki. Gdy ujrzałam napisy końcowe, w mojej głowie pojawiła się myśl: serio, to już koniec? A gdzie podsumowanie, wyjaśnienia? Zabrakło mi momentu zbierającego w całość historię.

A może jednak to, kto i kiedy zabił, nie było wcale aż tak ważne…? Wrona pozostawił otwartą furtkę do wyciągnięcia własnych wniosków i interpretacji oraz szukania odpowiedzi na rodzące się w głowie pytania.

demon iambiblioholic welkinson recenzje

Źródło: filmweb.pl

Mam mocno ambiwalentne odczucia co do „Demona”. Prawda jest taka, że film oglądało mi się dobrze, fabuła mnie zaintrygowała i bardzo chciałam poznać całą historię i dowiedzieć się, co się właściwie wydarzyło. Tylko że… tego się nie dowiedziałam, pojawił się więc pewien niedosyt. Z drugiej strony to produkcja zmuszająca do myślenia i zwracania uwagi na szczegóły, a potem do wyciągania wniosków, a brak podania wszystkiego na tacy dodaje obrazowi intrygującą aurę tajemnicy. Dodatkowo jeszcze, wiele w filmie mamy zabawnych scen z ciętymi ripostami i komizmem postaci, co sprawiło, że „Demona” nie odebrałam do końca poważne; wydaje mi się, że pomieszanie konwencji miało złagodzić mroczny wydźwięk historii i uczynić ją bardziej przystępną dla przeciętnego widza. W moim odbiorze przyćmiło to jednak nieco ciężki, tajemniczy klimat, momentami zakrawając wręcz na groteskę.

Dziełu Wrony na pewno daleko do hollywódzkich horrorów czy innych straszaków z prawdziwego zdarzenia, ale klimat „Demona” jest na tyle specyficzny, że stanowi jego zaletę. Tak samo jak postacie ojca i lekarza, świetnie napisane i brawurowo odegrane. Wnioski z tego mam następujące: film jak najbardziej warty obejrzenia, ale bez nastawiania się na zobaczenie trzymającego w napięciu thrillera – tym dzieło Wrony na pewno nie jest. Natomiast jako swego rodzaju parodia polskiego społeczeństwa wypada nieźle, a wiele tajemnic i niedopowiedzeń zmusza do poszukiwania informacji, snucia refleksji i wyciągania wniosków. Połączenie thrillera i groteski, a także tajemnicy przywodzącej na myśl błądzenie we śnie, na granicy świata żywych i umarłych w jednym – oto „Demon” w wykonaniu Wrony.

Reklamy

3 thoughts on “Nieproszony gość weselny, czyli „Demon”

  1. Nieustannie zaskakuje mnie to, w jak odmienny sposób można odebrać jedną książkę czy film. 🙂 Tak się składa, że byłam na ,,Demonie” w poniedziałek i odnośnie samego filmu… cóż. W pewnym momencie poczułam się tak, jakbym siedziała na sali z mnóstwem osób, które są moją dalszą rodziną, z jakimś obciachowym wujkiem na dokładkę, dziwnym księdzem i pewnie dlatego to całe wesele w pewnym momencie ogromnie zaczęło mi się dłużyć. Momentami czułam się nawet zażenowana zachowaniem niektórych bohaterów. Oo”

    Co mnie zastanowiło w filmie to ewidentnie patologiczna i dysfunkcyjna rodzina panny młodej. Nie masz pojęcia, jak było mi żal jej brata. Chłopak starał się, jak mógł, a ojciec jeździł po nim, jak po łysej kobyle.

    Co mnie zirytowało to pomylenie pojęcia związanego z opętaniem przez demona ze znanym z kabały pojęciem ibbur.* (Przy czym w tym świetle nie ma mowy o żadnym dybuku, ale to wina ludzi piszących scenariusz – nie wykazali się znajomością tematu, a ja jestem czepliwa okrutnie w takich sprawach, bo wciąż leżą w kręgu moich zainteresowań.)
    Poczułam się też mocno rozczarowana nawiązaniem do ,,Wesela” Wyspiańskiego, które miało być ,,subtelne i symboliczne”, podczas gdy subtelność i wyrafinowanie w tym zakresie w ,,Demonie” mogłabym porównać jedynie do delikatnej pieszczoty cegłówki rzuconej w stronę wielkiej sklepowej szyby wystawowej.

    Odnośnie tego, czego Tobie brakowało, droga Welkinson, wydaje mi się, że nie rozwijano zbytnio wątku morderstwa rodziny Żydowskiej na tej wsi zapadłej, żeby za bardzo nie nawiązywać rozwinięciem wątku do ,,Pokłosia” – przypuszczam, że gdyby historia rodziny Hany została opowiedziana, to byłaby bardzo podobna do tej, pokazanej przez Pasikowskiego. A całość przecież miała być horrorem utrzymanym w klimacie wiejskiej balangi, a nie smutnym filmem o nienawiści sąsiedzkiej i postpamięci po II WŚ.

    *co ciekawe, zaraz na początku filmu pojawiła się informacja, że ,,Demon” jest oparty na motywach powieści? sztuki? (nie zapamiętałam, wybacz) o tytule ,,Przylgnięcie”. A samo słowo ,,przylgnięcie”, moim zdaniem, lepiej opisuje istotę ibbur, niż ,,opętanie”.

    Lubię to

    • Ja byłam na maratonie grozy i ludzie siedzący obok stwierdzili, że „Demon” to wyjątkowy gniot i byli zawiedzeni mocno, a tymczasem film zbiera nominacje do nagród… 🙂 ja sama po seansie nie wiedziałam do końca, co myśleć i pisząc tę recenzję kilka razy zmieniałam już stworzone fragmenty, bo im dłużej myślałam o „Demonie”, tym więcej w nim dostrzegałam.

      Co do rodziny panny młodej to fakt, miałam takie same odczucia, zwłaszcza gdy brat dostał opieprz od ojca za to, jakiego zięcia mu sprowadził…

      Natomiast jeśli chodzi o demona, ducha czy czym właściwie była zjawa, przyznam, że nie znam się na tym kompletnie, choć szukałam w sieci informacji na ten temat. Ale jeśli jest jak mówisz… To słabo, że twórcy nie rozeznali się w temacie, który właściwie jest motywem głównym całego filmu…

      Końcówka, której nie było, faktycznie mogłaby opowiedzieć historię, o jakiej piszesz, i w ten sposób powstałby kolejny film o prześladowanych Żydach. W takim wypadku lepiej, że pozostawiono ten wątek otwarty, a można się tylko domyślać, co się stało. Moja wyobraźnia już w kinie podsuwała mi obrazy miłosnych trójkątów i zazdrosnych byłych dziewczyn… 😀 Ale im dłużej nad tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że szczegóły historii Hany nie były wcale ważne, a sama ta otoczka, zjawa i balansowanie na granicy jawy i snu to główna treść filmu.
      Kto wie, jak to naprawdę było, kto wie… 😉

      Polubione przez 1 osoba

      • Co zbiera nominacje do nagród i dlaczego je zbiera czasami pozostaje dla mnie kompletną tajemnicą. 😉

        A co do duchów, demonów, opętań i ibbur to sprawa najprościej przedstawia się w ten sposób, że:
        – duchem nazywamy duszę osoby zmarłej powracającą z jakiegoś powodu na ziemię;
        – demonem nazywamy istotę ni to ludzką, ni to boską, coś pośredniego; ludowe wierzenia podają całą masę takich istot, od wąpierzy zaczynając, na szatanach pomniejszych kończąc.

        O opętaniu mówimy wtedy, kiedy osoba X odczuwa coś w rodzaju psychicznego, niefizycznego nacisku na swoje ja (psychikę, osobowość), i gdy dochodzi do zawładnięcia jej ciałem oraz duszą przez siłę (w tym wypadku mowa o demonach) wywierającą wspomniany nacisk.

        I teraz tak: skoro Hana wróciła z zaświatów, to była duchem, a nie demonem. Opętanie zatem nie wchodzi w grę.
        Hana ,,przylgnęła” do pana młodego z jakiegoś określonego powodu.
        Nie możemy mówić o gilgul (bo wtedy po wsi chodziłyby słuchy o swojego rodzaju – mocno upraszczając – reinkarnacji osoby Z), możemy mówić więc tylko o ibbur. Ibbur, w przeciwieństwie do opętania, ma wydźwięk pozytywny i jest zjawiskiem czasowym. Dusza przylega do innej duszy dlatego, że nie mogła zaznać spokoju w zaświatach, ponieważ nie wypełniła jakiejś micwy, nie wykonała jakieś ważnej rzeczy albo nie dotrzymała obietnicy. Kiedy dusza załatwi swoją sprawę – odchodzi. Osoba będąca pod wpływem ibbur nie musi koniecznie wiedzieć, że w jej życiu pojawiła się jakaś Hana – może być tego całkiem nieświadoma.

        Dlatego, wziąwszy pod uwagę powyższe, twierdzę, że to było ibbur i smutkuję okrutnie, że twórcy filmu pomylili pojęcia. :<

        PS. Też obstawiałam początkowo miłosny trójkąt z zazdrosną byłą dziewczyną. Miło wiedzieć, że nie jestem sama ;P

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s