Okiem Welkinsona: odgrzewane kotlety, czyli pozornie nowe oblicza książkowych bestsellerów

W jaki sposób autorzy powieści okupujących czołowe miejsca na listach bestsellerów radzą sobie ze spadkiem fejmu bądź kończącymi się pieniędzmi? Bądź też w jaki sposób chcą zdobyć owego fejmu jeszcze więcej? Prosta sprawa! Postanawiają opowiedzieć poczytną historię raz jeszcze, ale z perspektywy innego bohatera. Bądź osadzić w tym samym świecie inne postaci, o imionach i nazwiskach łudząco podobnych do tych z pierwowzoru, ale o zamienionych płciach… Chyba już domyślacie się, do czego piję.

Niedawno czytelniczym światem zawrzało, bowiem autorka jednej z najbardziej znanych pozycji z gatunki literatury erotycznej, E. L. James, postanowiła, na fali popularności szarej sagi, stworzyć opowieść snutą z perspektywy szarmanckiego i lubującego się w sprawianiu płci pięknej bólu dla własnej przyjemności ideału współczesnego mężczyzny – Christiana Greya. Wzbudziło to niemałe poruszenie i rozbudziło nadzieje fanek na całym świecie, że oto poznają, co siedzi w głowie faceta z mroczną przeszłością i czerwonym pokojem zabaw zamiast konsoli do grania w Fifę. Niestety jednak, większość z nich musiała się srogo rozczarować, gdyż zamiast pełnej erotycznego napięcia, może nieco brutalnej opowieści, dostały kolesia gadającego ze swoim przyrodzeniem i tę samą, nudną historię, z przepisanymi dosłownie scenami, dialogami i e-mailami wymienianymi przez bohaterów. I abstrahując już od faktu, że James nie podołała wczuciu się w męską psychikę, którą sama dość nieudolnie próbowała stworzyć w sadze – jak mogło wyjść coś dobrego i świeżego z czegoś, co jest tym samym produktem z kilkoma dodatkami?

https://i1.wp.com/s.lubimyczytac.pl/upload/books/260000/260277/397481-352x500.jpg

Źródło: Lubimy Czytać

Powiedzmy sobie szczerze – opowiadanie tej samej historii po raz kolejny nie może się udać, jeżeli nie zostaną dodane do niej nowe elementy, chociażby głębsze przemyślenia postaci czy dodatkowe sceny z ich życia, niewidoczne dla czytelnika w pierwowzorze. Wtedy to ma szanse się udać, o ile autor faktycznie wczuje się w swojego bohatera i nie zrobi z niego totalnego głupka. Jednak jeżeli zamiast powiewu świeżości czytelnik dostaje właściwie to samo, co za pierwszym razem, wzbogacone rozmowami bohatera ze swoim przyrodzeniem… Czy można nazwać to inaczej, niż łatwym skokiem na pieniądze i odcinaniem kuponów od czegoś, co się dobrze sprzedało? Przecież fani i tak kupią wszystko, co sygnowane jest tytułem ich ulubionej serii, więc po co starać się stworzyć coś dobrego i świeżego?

Inną serią święcącą triumfy i bijącą rekordy popularności jest „Zmierzch”, w którym – przyznaję się bez bicia – zaczytywałam się, będąc w gimnazjum. Ba, mam nawet nadal całą serię na półce w celu przypominania mi, jakich książek zdecydowanie nie kupować. Ale wracając do tematu. Swego czasu Meyer także postanowiła opowiedzieć historię o tym, jak ważnym jest, by mieć chłopaka, z perspektywy Edwarda, jednak coś poszło nie tak. Według oficjalnych informacji, szkic powieści został wykradziony z komputera pisarki i opublikowany w sieci, a ona sama w tej sytuacji postanowiła wrzucić na swoją stronę internetową pierwsze rozdziały historii, która nigdy nie została dokończona. Te fragmenty, które są dostępne, wyjaśniają nieco więcej, niż „Grey” mówi o zwyczajach Christiana, i dzięki lekturze czytelnik ma szansę dowiedzieć się czegoś nowego o Edwardzie.

Można się zastanawiać, dlaczego cała powieść nigdy nie ujrzała światła dziennego? Może był to chwyt marketingowy mający zbadać zainteresowanie czytelników tego rodzaju opowieścią i okazało się, że jest zbyt małe? Koniec końców jednak, Meyer postanowiła zadowolić się dochodami z ekranizacji całej sagi, a po premierze ostatniego filmu o „Zmierzchu” ucichło.

https://i2.wp.com/s.lubimyczytac.pl/upload/books/288000/288476/439968-352x500.jpg

Źródło: Lubimy Czytać

Aż do teraz, bowiem w tym roku mija 10 lat od wydania pierwszego tomu serii i z tej okazji Stephenie Meyer postanowiła uraczyć fanów odświeżoną wersją słynnej historii o wielce oryginalnym tytule „Życie i śmierć”, które to dzieło premierę miało 3 lutego. Co ciekawe, nie jest to opowieść z perspektywy żadnej ze znanych nam postaci, ale zupełnie innej… Czyli Beauforta Swana, którzy przybywa do Forks i spotyka tajemniczą piękność, Edythe Cullen, obdarzoną nadprzyrodzonymi zdolnościami. Brzmi zaskakująco, prawda? Należy jednak docenić kreatywność Meyer, która wysiliła się na tyle, by zamienić bohaterów płciami i nadać im inne imiona.

Zastanawiam się, jaki sens ma opowiadanie tej samej historii od nowa, obsadzając ją postaciami o zmienionych imionach. Jedyne, co przychodzi mi na myśl, to fakt, że o Zmierzchu zrobiło się zbyt cicho i Meyer potrzebowała czegoś, by świat znów o niej usłyszał, wzięła więc na warsztat dobrze znaną wszystkim historię ze świadomością, że to pewna marka i na pewno się sprzeda.

Nie chcę w tym miejscu krytykować czegoś, czego nie czytałam i czytać nie będę, trudno mi się jednak spodziewać, żeby z kiepskiej historii można było wyczarować coś dobrego. Przecież trzeba by było do tego celu wykreować nowych bohaterów… I nową historię. Bazując jednak na opiniach tych, którzy przez to przebrnęli, „Życie i śmierć” to praktycznie słowo w słowo przepisany „Zmierzch” z bohaterami o odwróconych płciach. Czy potrzeba innego komentarza?

Jak zapewne można się domyślić, nie jestem fanką odgrzewanych kotletów, opowiadania od nowa dobrze znanych historii i odcinania kuponów od ich sukcesów. Jak właściwie można nazwać przepisanie historii nową książką? Nie przeczę, że istnieją tego typu powieści, które rzucają nowe światło na opowieść i są rzeczywiście warte poznania, jednak trzeba się bardzo postarać i wykazać kreatywnością, by nie był to zwyczajny łatwy skok na pieniądze. Jak dla mnie, zarówno „Grey”, jak i odświeżony „Zmierzch” takim skokiem są, i to skokiem niezbyt udanym.

Może ktoś z Was czytał „Greya”, „Życie i śmierć” albo innego „odgrzewanego kotleta”, który akurat okazał się strzałem w dziesiątkę zamiast w stopę? Co myślicie na ten temat?

Reklamy

2 thoughts on “Okiem Welkinsona: odgrzewane kotlety, czyli pozornie nowe oblicza książkowych bestsellerów

  1. Ja myślę! Więc jestem! Sporadycznie i niestabilnie i wogle źle, ale jestem. Bo mogę. I gadam bzdury. Ale masz komcia.
    Nie, tak na serio, to chyba już wspominałam, że moim zdaniem Meyer pozazdrościła sukcesu Greya, a skoro coś, co pierwotnie powstało jako fanfick jej ksiopka, robi taki fejm w innej wersji tego samego, to i ona postanowiła się zabawić, bo może wskoczy hajsiwo do kieszeni. Tyle dobrze, że chociaż odgrzała tego kotleta w jakiś oryginalny sposób. Nie, żebym ją broniła, ale zawsze mogła zrobić to samo, co Meyem i opowiedzieć historie oczami… No, kogokolwiek xD
    Rzekłam.
    :*

    Polubione przez 1 osoba

    • To też jest prawdopodobna wersja zdarzeń 😀 dobrze chociaż, że jej zazdrość wyzwoliła choć tę odrobinę kreatywności 😀 ale z drugiej strony… Meyer była pierwsza z historią pisaną z perspektywy drugiego głównego bohatera, więc w sumie to James od niej mogła skopiować pomysł, tym bardziej, że projekt został zarzucony 😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s