Okiem Welkinsona: tradycja kontra nowoczesność, czyli o ebookach i książkach drukowanych

To, że książki warto czytać, jest sprawą oczywistą. Poszerzają horyzonty, oddziałują na wyobraźnię, są znakomite na relaks i sprawiają ogrom radości. Same zalety. Ale czy jest ktoś, kto nie zadał sobie pytania, w co lepiej inwestować: w książki drukowane czy w czytnik ebooków i publikacje elektroniczne? Wątpliwe. Dlatego właśnie Welkinson przychodzi z pomocą i odpowie na to jakże ważne pytanie… odrobinę z przymrużeniem oka.

Technologia towarzyszy nam właściwie na każdym kroku – smartfony, tablety, laptopy to coś, co często mamy przy sobie. Ułatwiają nam codzienną egzystencję i zapobiegają nudzie w podróży albo na nieciekawych zajęciach na uczelni… Dodatkową zaletą dla czytaczy jest fakt, że na owych sprzętach można także czytać książki i nie trzeba zabierać ze sobą dodatkowych kilogramów w postaci papierowego tomiszcza, niejednokrotnie grubego, a przecież i tak jesteśmy już porządnie obładowani… Wyższość ebooków wydaje się więc być przesądzona tym jednym argumentem, ale gdyby tak rzeczywiście było, tradycyjne książki już dawno przestałyby istnieć – a tymczasem mają się świetnie i nadal jest wielu ludzi, którzy czytają je namiętnie i nie zamierzają przejść na cyfrową stronę mocy. Dlaczego? Dzisiaj postaram się przyjrzeć wadom i zaletom druku i publikacji cyfrowych, by, być może, uzyskać pewien ogląd na każdą z grup.

welkinson iambiblioholic recenzje książek książki

Jak już wspominałam, niewątpliwą zaletą ebooków jest to, że same w sobie nic nie ważą. Kilogramy kumulują się w tym przypadku w urządzeniach, na których cyfrowe książki mogą być czytane. Często są to sprzęty, które i tak mamy przy sobie – telefon, tablet czy laptop; wtedy nie musimy nosić ze sobą dodatkowych rzeczy, a ulubiona powieść zajmuje chlubne miejsce między Facebookiem a Instagramem. Mimo wszystko jednak, takie rozwiązanie ma, wbrew pozorom, oczywiste wady. Wiele osób nosi okulary, więc ich wzrok podczas czytania na ekranie szybko się męczy, co zresztą nie dotyczy tylko osób wadami wzroku. Nawet ci, którzy mają oczy zdrowe, nie mogą spędzać zbyt wiele czasu przed świecącym ekranem.

Rozwiązaniem w tej sytuacji są czytniki, coraz częściej wyposażone w tzw.papier elektroniczny, a więc ekrany zachowujące się podobnie jak zwykła kartka papieru w książce – przykładem tutaj niech będzie popularny Kindle, ale są też i tańsze urządzenia tego typu, wystarczy poszukać w sieci. Jednak, mimo że czytniki takie nie męczą oczu bardziej niż tradycyjna książka, stanowią dodatkową rzecz w torbie, a więc nie do końca jest nam lżej… chociaż  często czytnik jest mniejszy niż zwykła książka i ważyć może także nieco mniej, ale dodatkowe urządzenie elektroniczne przy sobie to też niezbyt kolorowa sytuacja, szczególnie że bateria też kiedyś się rozładuje…

Problemem, na który skarżą się szczególnie nałogowi „kupowacze” książek (słowotwórstwo poziom ekspert), to oczywiście brak miejsca na nowe pozycje. Często dysponujemy ograniczoną powierzchnią  na rozlokowanie swoich skarbów, a wielkie pokoje wypełnione od góry do dołu regałami to tylko przywileje dla wybranych. W tej sytuacji czytnik wydaje się być idealnym rozwiązaniem, bo w jego pamięci zmieści się ogromna liczba książek, które nie zajmą bezcennego miejsca w pokoju, no i nie spadną przypadkiem na głowę… Żyć, nie umierać!

Jednak to, co jest zaletą, jest jednocześnie wadą, bo półki pełne książek to, poza oczywistym zabieraniem miejsca, także wspaniała ozdoba i chluba posiadacza – na kim nie zrobi wrażenia kolekcja tomów umieszczona na ogromnym regale? Wyglądają pięknie, no i ta duma, gdy się na nie patrzy… Niestety, biblioteka w czytniku czy na komputerze takiego samego wrażenia nie zrobi, choć może być tam publikacji o wiele więcej.

No i teraz coś, z czym polemizować można długo i namiętnie, a przedstawiciele każdego z obozów znajdą się wszędzie. O co chodzi? Otóż, miłośnicy książek tradycyjnych często zwracają uwagę, że dla nich przyjemnością jest samo obcowanie fizyczne z książką, sam fakt, że mają ją w rękach, mogą dotknąć okładki, słuchać szelestu kartek czy je wąchać (zapach nowej książki to podobno afrodyzjak! ;)). Z oczywistych względów z ebookiem zrobić tego nie można, chyba że ktoś lubi miziać urządzenia, wtedy jak najbardziej może przytulać do siebie czytnik. Jednak nie będzie już tego odczucia, że mamy w rękach prawdziwą książkę, choć oczywiście słowa w obu, tradycyjnej i elektronicznej, będą dokładnie te same. Ktoś może powiedzieć, że to już zakrawa o fetyszyzm, i być może miałby rację, jednak wielu jest wśród miłośników książek takich, którzy poza treścią wielbią także i formę. I takich chyba trudno byłoby przekonać do zmiany tradycyjnej książki na elektroniczną, mimo braku miejsca w pokoju bądź skrzywienia kręgosłupa wywołanego noszeniem codziennie grubych tomów do czytania w komunikacji miejskiej. Natomiast ci, dla których książka to słowa, nie zrozumieją tych, którzy głaszczą okładkę każdej nowo nabytej książki.

welkinson iambiblioholic recenzje książek książki czytnik ebook kindle

Do czego zmierzam? Otóż do tego, że spory między zwolennikami ebooków i książki tradycyjnej są w zasadzie bezsensowne. Jedna i druga strona ma swoje argumenty i się ich trzyma – po co więc hejtować którąkolwiek z nich, skoro każda ma swoje racje? Ja osobiście mam w domu kilka sporych półek z książkami, na które towaru nieustannie przybywa, a patrzenie na nie oraz czytanie tomu, który mam fizycznie w ręku sprawia mi nieopisaną radość. Z drugiej strony, mam także czytnik i z niego również chętnie korzystam, szczególnie w podróży, bo nie lubię nosić ze sobą wielu rzeczy. Kim zatem jestem? Jestem fanką KSIĄŻEK samych w sobie, a nie ich nośnika i dopóki ktoś czyta, nie obchodzi mnie, w jakiej formie to robi. Ja sama czytam tak, jak mi akurat wygodnie, bo w końcu liczy się treść i przekaz.

A Wy? Co uważacie na ten temat? Jesteście w jakimś obozie, a może, tak jak ja, uważacie, że książka to książka i po cholerę drążyć temat? 😉

Reklamy

4 thoughts on “Okiem Welkinsona: tradycja kontra nowoczesność, czyli o ebookach i książkach drukowanych

  1. E-bookom, audiobookom i innym wynalazkom, niczym w Misiu mówię stanowcze nie. A co robią inni, to już ich sprawa. No chyba, że wszyscy inni przesiądą się na te szatańskie wynalazki, czego efektem będzie zaprzestanie wydawania książek w postaci fizycznej. Wtedy idę na wojnę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Gdyby zaprzestano wydawania drukowanych książek, ja także idę na wojnę! Ale na szczęście póki co entuzjastów tradycyjnych tomów nie brakuje, więc i śmierć książki w takiej formie nie wydaje się być prawdopodobna 😀 i oby tak zostało!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s