Tego nie da się uratować. Anna Bellon – „Uratuj mnie”

Znacie Wattpada? Pytanie. Ostatnimi czasy nastała moda na wydawanie opowieści z tego portalu w formie książkowej i oto właśnie w ręce wpadła mi historia polskiej autorki, okrzykniętej sensacją tegoż literackiego kawałka sieci. Zaciekawiona i zaintrygowana zaczęłam czytać i… Czy rzeczywiście jest się czym ekscytować? Oszczędzę Wam niepewności i powiem szczerze już teraz: nie. A niżej wyłuszczam, dlaczego.

Maia straciła wszystko po śmierci ukochanego brata. Zamknęła się w sobie, odsunęła od innych ludzi i wkroczyła w swój własny świat, gdzie nikt więcej nie mógł jej zranić. Z całkiem popularnej dziewczyny stała się szkolnym dziwadłem, ale nie przeszkadzało jej to, w końcu sama podjęła decyzję o usunięciu się w cień. Będzie jednak zmuszona nagiąć nieco swoje zasady, gdy do szkoły trafi nowy uczeń – Kyler – który obierze za punkt honoru poznać tę tajemniczą dziewczynę i dowiedzieć się o niej więcej. Chłopak sam skrywa sekrety, a jego rodzinne życie trudno nazwać sielankowym. Tych dwoje łączy coś jeszcze – miłość do muzyki, dzięki czemu powstaje zespół The Last Regret. Czy zmieni on coś w życiu Mai i Kylera?

anna bellon uratuj mnie iambiblioholic welkinson recenzje

W zasadzie mogłabym opisać całą fabułę kilkoma zaledwie słowami i zmieściłabym w nich całą jej treść. Nawet rzucanie spoilerami staje się niemożliwością, gdy mamy do czynienia z tworem tak do bólu przewidywalnym, jak wattpadowe opowiadanie Anny Bellon… Spróbuj, czytelniku, wyobrazić sobie potencjalne losy dwójki bohaterów po przejściach, którzy nagle się spotykają. Ona zamknięta w sobie, walcząca z demonami. On, niegdyś szkolny zawadiaka, dziś postanawia się zmienić. Co może z tego wyniknąć? Nikt się tego nie spodziewa! Tutaj schemat goni schemat i schematem pogania, świeżości waść tu nie uświadczysz.

Bohaterowie zakładają zespół i, wielkie zaskoczenie, okazują się być świetni, sukces goni sukces. Jednak całą tematyka okołozespołowa potraktowana została po macoszemu, jako dodatek, tło, a szkoda, bo to motyw całkiem ciekawy.

Poza tym, w tej książce właściwie nic się nie dzieje. Dostaliśmy prawie 300 stron źle napisanych, infantylnych dialogów i dziecinnych, powtarzalnych i irytujących przekomarzanek między bohaterami (oni właściwie nie rozmawiają normalnie), opisów czynności wykonywanych przez nich, ich spotkań, jedzenia naleśników, nielicznych prób zespołu… A to wszystko przetkane może dwoma większymi wydarzeniami. Wieje nudą. W dodatku autorka funduje nam wątki pojawiające się nagle, znikąd, a także przeskoki między nimi niepowiązane ze sobą logicznie.

Teoretycznie Bellon próbowała pokazać przemianę głównej bohaterki, mającej za sobą traumatyczne przeżycia i walczącej z ciężkimi wspomnieniami, które nieustannie ją męczą. Chciała fabułę swej opowieści osnuć wokół walki z samym sobą, dodać nieco psychologii, ukazać cierpienie i trudny proces radzenia sobie po tragedii, jaką jest utrata kogoś bliskiego. Niestety, na zamiarach się skończyło, psychologia ukazana w książce jest bowiem szczątkowa, a raczej nie ma jej wcale. Wszystko jest płytkie, infantylne, a w dodatku niekonsekwentne. Dziewczyna tak długo odcinająca się od wszystkich, tak długo pogrążona we własnym cierpieniu nagle rzuca wszystko dla dopiero co poznanego faceta, który chce ją wyprowadzić z powrotem na ludzi, i bez większych problemów nawiązuje z nim bliższe relacje. To postępuje za szybko i nie jest ani trochę realne.

IMG_20161124_205003.jpg

Same postacie także zbudowane są niekonsekwentnie. Maia niby ma swoją traumę, ale tylko w teorii, bo nie zachowuje się jak osoba z problemami. Jest przy tym mdła i pozbawiona osobowości, własnego charakteru, bo mające być ironiczne przekomarzanki z Kylerem tego charakteru jej nie dają, a na pewno nie robią z niej zadziornej, silnej dziewczyny, za jaką każdy ją uważa. Ona… po prostu jest. Kyler natomiast to chodzące dobro, wzór, ideał, złoty chłopak. Zbyt mdły, zbyt przesłodzony i nawet jego nibymroczna przeszłość nie ratuje sytuacji. To zwyczajnie nudna i zbyt dobra, zbyt papierowa postać. Ani jednego, ani drugiego nie da się polubić. Cała reszta natomiast to jedynie tło, jeszcze bardziej pozbawione charakteru niż naczelna dwójka.

Dodajmy do tego wszystkiego fakt, że relacja między bohaterami jest tak wyidealizowana, jak tylko być może. Kyler jest na każde zawołanie Mai, biega za nią, prawie podciera jej tyłek, i to w zasadzie od samego początku, bo gdy nawet jeszcze nie zdążyli się lepiej poznać, zaczęli nazywać się przyjaciółmi. Przypomnijmy, dziewczyna zmagająca się z traumą i niedopuszczająca do siebie nikogo od trzech lat, po paru tygodniach znajomości z jakimś gostkiem nazywa go przyjacielem i mu ufa. Logiczne, nie? Można nabawić się cukrzycy podczas lektury tej książki, bo rozmowy, przemyślenia i zachowania bohaterów są totalnie przesłodzone. I ja wiem, że to literatura dla młodzieży, że to romans, ale – litości! Jest gdzieś chyba jakiś umiar?

Gwóźdź do trumny to wszechobecne błędy w tekście, zarówno literówki, jak i niegramatyczne zdania. Ja się pytam – gdzie korekta? Nie chce mi się wierzyć, żeby tekst z takimi kwiatkami poszedł do druku. I te ortografy… „Wachać”? Naprawdę?

anna bellon uratuj mnie iambiblioholic welkinson recenzje

Nie miałam wobec tej książki wygórowanych wymagań, wiem także, jaki gatunek sobą reprezentuje, nie oczekiwałam więc czegoś, co wywróci moje życie do góry nogami. Chciałam jedynie przekonać się, czym jest ta „polska sensacja wattpada” i miło spędzić czas przy niezobowiązującej lekturze. Nie  wyszło. „Uratuj mnie” to infantylna, naiwna, mdła i absolutnie nielogiczna opowieść, siląca się na bycie głęboką i serwująca nam złote myśli niczym te spod pióra Paulo Coelho, tylko nieco mniej pięknymi słowami. Psychologii tu brak, fabuły tu brak, są za to irytujący bohaterowie, źle napisane dialogi i wszechobecny ból zębów wywołany nadmiarem słodyczy. Niech tę recenzję podsumują słowa następujące: niektóre wattpadowe historie zdecydowanie powinny na wattpadzie pozostać. Być może w Internecie coś takiego jak „Uratuj mnie” da się czytać, ale od książki czytelnik wymaga zdecydowanie więcej niż 300 stron o niczym, szczególnie jeśli za te 300 stron ma zapłacić.

Wiem, że Anna Bellon to młoda autorka, a „Uratuj mnie” to debiut. Nie zmienia to jednak faktu, że twór przez nią popełniony jest zły i nie polecam go nikomu.

Reklamy

6 thoughts on “Tego nie da się uratować. Anna Bellon – „Uratuj mnie”

  1. Pingback: Podsumowanie listopada + stosik #4 | iambiblioholic

  2. Nie miałam zamiaru sięgać po tę pozycję, ponieważ (może to głupie, że patrzę na polską literaturę współczesną przez pryzmat jednej książki) przez „Nasze kiedyś” nie jestem w stanie sięgnąć po nic z naszej rodzimej listy powieści. Za to bardzo lubuję W czytaniu recenzji tej (podobno) bardzo dobrej książki. Zwłaszcza tych mniej pochlebnych. 🙂 Moim zdaniem polskie autorki na siłę próbują napisać coś na kształt zagranicznych dzieł. Co do oryginalności i świeżości, to z tym ciężko, choć pomysłowość, logiczna i spójna, jest zawsze w cenie i tacy autorzy bez problemu spotykają się z rzeszą fanów. Przyznaję, czasem jeden poboczny wątek, mały dodatek do fabuły może zmienić jej całkowity odbiór. Schematami, utartymi jak ścieżki przy afrykańskim wodopoju na sawannie, gardzę.
    Wychodzi na to, że nawet nie czytając „Uratuj mnie”, zgadzam się z Tobą w stu procenatch. 😀

    Lubię to

    • Szczerze mówiąc nie czytam wiele polskich autorek, być może dlatego, że głównie celuję w kryminały – ale tutaj niestety też nie jest za dobrze, bo dla przykładu dwie przeczytane książki pani Bondy okazały się takie sobie. Choć być może i tak jest, że zwyczajnie to, co dobrze się sprzedaje, jest powielane, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto to przeczyta… W jakimś sensie pewny sposó na sukces ;). A co do schematów, zgadzam się całkowicie, czasem jeden szczegół może tak odwrócić sytuację, że historia ma długo zostaje w głowie :D.

      „Uratuj mnie” jest typowym internetowym opowiadankiem skierowanym do niewymagającego odbiorcy, a dodatkowo autorka zupełnie nie potrafi przyjąć krytyki i usuwa wszystkie negatywne komentarze ze swojego profilu, co jest smutne… Ale też daje pewien obraz sytuacji 🙂

      Lubię to

  3. Dałam się raz nabrać na książke z Wattpada i był to jeden jedyny raz. Zaczęłam czytać Twoją recenzję z nadzieją, że być może zmienisz moje zdanie na ten temat. Widzę jednak, że nie jestem w niechęci do Wattpada odosobniona 🙂
    Masz bardzo ładne zdjęcia na blogu 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    • Ta książka nie zachęci nikogo uprzedzonego do Wattpada do sięgnięcia po inne książki rodem z tego portalu 😀 a wręcz przeciwnie.

      Dziękuję bardzo! 🙂 i również pozdrawiam 🙂

      Lubię to

  4. Pingback: Podsumowanie roku 2016 – najlepsze i najgorsze książki! | iambiblioholic

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s