Recenzja: Straceńcy – Ingar Johnsrud

Prawie rok temu premierę miała pierwsza powieść skandynawskiego autora Ingara Johnsruda, debiutanta na rynku skandynawskich kryminałów. „Naśladowcy” to dobry, mocny kryminał z ciekawą historią, choć niepozbawiony wad. A jak na jego tle wypada druga powieść autora? C

Dwa trupy. Jedna tajemnica fotografia. Znikające dowody. Co łączy te sprawy?

Fredrik Beier wiele przeszedł. Rozwód, śmierć dziecka, śledztwo, które pociągnęło za sobą wiele ofiar – wszystko to sprawia, że nadkomisarz próbuje sobie pomóc cudownymi pigułkami. Kiedy pewnego dnia budzi się w szpitalu, dociera do niego, że kilka tabletek i nieco alkoholu więcej i już by się nie obudził. Nie pamięta jednak wiele z nocy, w której ważyły się losy jego życia. Nie ma też zbyt dużo czasu na rozpamiętywanie swojego życia, bowiem spokój Oslo zaburzają znalezione  różnych dzielnicach miasta zwłoki. Łączy je jedno – pojawiająca się tajemnicza fotografia dziewczynki na papierze z rosyjkim napisem Kalypso. Czy wszystkie ciała rzeczywiście mają ze sobą związek? Do czego doprowadzi trop?

Straceńcy to druga część przygód Beiera i Kafy Iqbal. Po dramatycznych wydarzeniach w „Naśladowcach”, ich drogi znów się spotykają. Prowadzone przez nich śledztwo stopniowo ujawnia powiązania między dwoma zabitymi mężczyznami, jednak zebrane przez nich dowody dosłownie rozpływają się w powietrzu. Dochodzenie staje się coraz bardziej zagmatwane…

Autor mistrzowsko mnoży pytania, na które odpowiedzi nie są łatwe do znalezienia. Tajemnicza fotografia, znikające dowody, zacierane ślady… Wszystko to sprawia, że zagadka staje się coraz trudniejsza do rozwiązania. Znaki zapytania pojawiają się na każdym kroku. Pozorne rozwiązanie rzuca światło na nowe fakty, które komplikują całą sytuację i ukazują kolejne kierunki śledztwa. Nic nie jest takie, jakim się wydaje…

Im dalej jednak, tym więcej się wyjaśnia. Tempo akcji jest szybkie, wiele się dzieje, wiele się zmienia. Przeplatane ze sobą opisy wydarzeń sprzed kilku lat oraz z teraźniejszości zaczynają się zazębiać, wszystko nabiera nowego sensu, a lektura staje się jeszcze bardziej fascynująca. Początkowe zagubienie ustępuje miejsca zaintrygowaniu. Umiejętnie poprowadzona historia angażuje czytelnika i gra na jego emocjach, momentami wprowadzając go w zmieszanie. Wszystkie wątki jednak łączą się na końcu, wyjaśniając zawiłości fabuły.

Podobnie jak w poprzedniej książce autora, tu również obserwujemy policjantów przy pracy i śledzimy prace nad sprawą. Jednak zagadki kryminalne to nie jedyne, na czym skupia się fabuła „Straceńców”. Czytelnik śledzi także kosy Beiera, jego skomplikowaną sytuację rodzinną, dylematy, problemy… To postać zbudowana ciekawie, z jednej strony inteligentny, dobry policjant, z drugiej człowiek z problemami osobistymi, z historią, która nie jest kolorowa. Jego losy splatają się z losami inteligentnej oraz bystrej Kafy Iqbal, których łączy wspólna historia i brzemienne w skutki śledztwo, które razem prowadzili. Historie bohaterów nie są jednak wrzucone na siłę tak, jak było to w „Naśladowcach” – tutaj podczas lektury odniosłam wrażenie, że w pewien sposób łączą się z całą fabułą.

Ciężkość to, wydaje się, znak rozpoznawczy Johnsruda, nie boi się on przekleństw i dosadności opisów, podobnie jak miało to miejsce w pierwszej części. Nastrój powieści jest mroczny i ciężki, co potęguje dobitne słownictwo używane przez autora. Bardziej wrażliwych czytelników może ono zniesmaczyć, jednak tutaj idealnie wpisuje się ono w klimat historii, poruszającej przecież ciężkie, trudne i kontrowersyjne tematy. Wszystko to sprawia, że lektura „Straceńców” nie jest może dobrym pomysłem na miłe popołudnie, ale staje się smacznym kąskiem dla wszystkich lubujących się w ciężkich, mrocznych klimatach, wzmacnianych jeszcze mocnym językiem.

„Straceńcy” to bardzo dobry thriller. trzyma w napięciu, mnoży zagadki i tajemnice, które łączą się w spójna i logiczną całość, wyjaśniając wiele. Porusza trudną tematykę, a mroczny klimat wzmacnia dosadny język autora, podobnie jak w debiutanckich „Naśladowcach”. Widać jednak progres poczyniony od wcześniejszej powieści – potencjał, który dostrzegłam w debiucie, tutaj został wykorzystany. Podsumowując: „Straceńcy” to pełnokrwisty thriller, który ma wszystko, co dobry dreszczowiec mieć powinien. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę i zagłębić się w morze tajemnic, które funduje Johnsrud.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

https://i0.wp.com/otwarte.eu/files/images/uploads/media/logotyp_otwarte.jpg

Reklamy

2 thoughts on “Recenzja: Straceńcy – Ingar Johnsrud

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s