Okiem Welkinsona: Ustawa o jednolitej cenie książki – ratunek dla rynku czy cios w czytelników?

Ostatnimi czasy w Internecie zawrzało. Coraz więcej pojawia się informacji na temat powrotu ustawy o jednolitej cenie książki, ciągle jednak trwają konsultacje w tej sprawie. I im więcej informacji, tym więcej protestów ze strony zarówno zwykłych czytelników, jak i blogerów. Bo skończy się czytanie, nikt nie będzie kupować nowości, bo będą zbyt drogie, bo czytelnictwo całkiem upadnie. Pojawiła się nawet petycja przeciw ustawie, którą wstawiają blogerzy na swoich stronach. Nie zapominajmy jednak, że jak wszystko, tak i ta sprawa ma dwie strony medalu, a pomysł na wprowadzenie tej ustawy w życie nie wziął się znikąd.

Ustawa o stałej cenie książki zakłada, że wydawca bądź importer ustala cenę książki w momencie wprowadzenia jej na rynek i cena ta nie może ulec zmianie przez rok od premiery danej pozycji. Ceny mogą być jednak obniżone z okazji chociażby targów książki, gdzie rabat mógłby wynosić do 15%  od ceny okładkowej.

iambiblioholic - blog o książkach. Welkinson subiektywnie na tematy książkowe.

Ustawa o stałej cenie książki to temat kontrowersyjny. Są dwa obozy i zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy mają argumenty na poparcie swoich tez. Ja, jako aktywny czytelnik doskonale wiem, że książki nie są tanie i sama często korzystam z przecen czy kupuję w tanich księgarniach. Zdaję sobie także sprawę, że ceny raczej nie zmaleją po wprowadzeniu stałej ceny na nowości, jednak być może jest to jakaś szansa dla mniejszych księgarń, które w założeniu ustawa ma chronić. Może, ale może też mieć skutki odwrotne, bo nie przekonamy się, dopóki nie wejdzie w życie. Warto jednak przyjrzeć się sytuacji z obu stron i sprawdzić, co przemawia za ustawą, a co przeciwko niej.

Ratunek dla małych księgarń?

Spójrzmy na to, co dzieje się na rynku. Co widzimy? Dwa wiodące koncerny: Empik, który w swoim asortymencie ma dosłownie wszystko, oraz Matras. Dodatkowo książki we wszystkich Biedronkach, Lidlach, innych supermarketach, czyli generalnie tam, gdzie być ich nie powinno. Wszystko to sprawia, że małe księgarnie praktycznie nie istnieją, nie mogą konkurować z tymi, którzy oferują tak niskie ceny, bo ich na to nie stać. Wszystko dlatego, że te wielkie sieci mają finansowe możliwości, by negocjować większe upusty, dzięki czemu mogą sprzedawać książki po niskich cenach. A to sprawia, że mniejsze księgarnie nie są konkurencyjne i zwyczajnie upadają, ich właścicieli nie stać na konkurowanie z Empikiem, bo rabaty, które dostają sieci, to w zasadzie cały zarobek mniejszej księgarni.

iambiblioholic - blog o książkach. Welkinson subiektywnie na tematy książkowe.

Ustawa o stałej cenie książki w założeniu ma sprawić, że wszyscy będą mieli równe szanse. Zarówno pan Miecio prowadzący księgarnię za rogiem, jak i ogromny Empik – jako że w obu cena będzie taka sama. Dzięki temu (oczywiście w teorii) liczba księgarń przestanie kurczyć się tak dramatycznie, jak dzieje się to w tej chwili, a zwolennicy ustawy twierdzą, że istnieje także szansa, iż w przyszłości cena książki zmaleje. Może się tak stać, ponieważ w momencie, gdy cena wszędzie będzie taka sama, zniknie proceder sztucznego podnoszenia cen z uwagi na natychmiastowe promocje.

A może to nie do końca dobry pomysł?

Sztandarowym argumentem za wprowadzeniem ustawy o stałej cenie książki jest sytuacja małych księgarń, które nie mają środków, by konkurować z wielkimi sieciami. Jednak co w sytuacji, gdy i w księgarni pana Janusza, i w Empiku cena danej książki będzie taka sama, a potencjalny czytelnik będzie akurat w centrum handlowym? Przecież nikt nie pójdzie specjalnie do kameralnego sklepu, by zaopatrzyć się w daną pozycję, skoro wszędzie kosztuje tyle samo. A sprzedaż internetowa? Czytelnik, chcący kupić książkę przez sieć, wejdzie raczej na stronę znanego sobie sklepu, niż specjalnie poszuka małej księgarni. Wygra to, co powszechnie znane i popularne. Zatem w zasadzie to, czy ustawa uchroni kameralne księgarnie przed upadkiem, wcale nie jest takie oczywiste.

Poza tym kwestia najważniejsza: cena. Popularność dyskontów świetnie pokazuje, że Polacy wolą kupować po niższych cenach, a raczej to, że ich w większości nie stać na rzeczy droższe. A książka już w tej chwili jest stosunkowo droga, dlatego popularnością cieszą się tanie księgarnie internetowe czy książkowe dyskonty, oferujące rabaty nawet do 40%. W momencie, gdy nowości przez rok będą sprzedawane po cenie okładkowej, może być tak, że sprzedaż nowości znacznie spadnie. A w naszym kraju czytelnictwo i tak jest w opłakanym stanie. Nie zapominajmy także, że sytuacja ta może sprzyjać rozwojowi piractwa, jak ma to miejsce chociażby w kinematografii.

iambiblioholic - blog o książkach. Welkinson subiektywnie na tematy książkowe.

Ponadto, duże sieci czy księgarnie zawsze znajdą sposób na obejście ustawy, bo będą miały środki, by sobie na to pozwolić. Klub Jagielloński wskazuje na to, że sieci te wciąż będą miały możliwość prowadzenia programów lojalnościowych na zasadzie „kup coś za 100 zł, dostaniesz 40 zł na książki”. Z pewnością będzie to oferta bardziej atrakcyjna da czytelnika niż kupno książki po cenie okładkowej w mniejszej księgarni, której nie będzie stać na podobne promocje.

Ustawa o stałej cenie książki to temat kontrowersyjny. Są argumenty za jej wprowadzeniem, a są niemniej ważne argumenty przeciw niej, nawet sami ludzie z branży księgarskiej mają podzielone zdania na ten temat. Być może jest to szansa na poprawę sytuacji rynku księgarskiego w Polsce, w innych krajach podobne ustawy działają z powodzeniem, czego przykładem jest chociażby Francja. Nie zapominajmy jednak, że Izrael z podobnego pomysłu wycofał się po 18 miesiącach, gdyż sprzedaż książek mocno spadła. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na to, czy ustawa o jednolitej cenie książki to dobry pomysł. Jedynym sposobem by sprawdzić, czy przyniesie ona oczekiwane rezultaty, to sprawdzenie tego „w praniu”.

A Wy? Co sądzicie na ten temat?

Reklamy

2 thoughts on “Okiem Welkinsona: Ustawa o jednolitej cenie książki – ratunek dla rynku czy cios w czytelników?

  1. Przypomnę jeszcze, że w ustawie nie ma jak na razie wspomnienia o upuście dla hurtownika/sieci od wydawcy. Czyli za 1000 sztuk nowego Pilcha z ceną okładkową 40 zł Empik może zapłacić 20 tys. zł, a małe księgarnie – 30 tys., bo nie mają jak wynegocjować większego upustu.

    Lubię to

    • A zatem mamy kolejny argument za tym, że jednak małe księgarnie niekoniecznie będą dzięki tej ustawie uratowane… Jak pisałam, duże sieci zawsze będą mogły w jakiś sposób ominąć przepisy czy się w jakiś sposób obronić.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s