Uczeń Śmierci… Terry Pratchett – „Mort”

Śmierć na ogół kojarzy się z mroczną postacią, owianą tajemnicą i wyposażoną w kosę do odbierania życia nieszczęśnikom, na których przyszedł już ich czas. Myślom o niej towarzyszy strach i raczej negatywne emocje. A co by było, gdyby w naszej ostatniej chwili Śmierć przybył po nas na koniu Pimpusiu, dzierżąc w dłoniach małego kotka? Nie byłoby nieco bardziej sympatycznie opuszczać ten łez padół światem żywych zwany?

Nawet Śmierć potrzebuje wakacji! W związku z tym postanawia zaznać ludzkich uciech w świecie śmiertelników, ale ktoś musi przecież zostać na służbie i pilnować, by każdy, na kogo nadszedł czas, opuścił świat żywych… Jak pogodzić jedno z drugim? Otóż można wziąć praktykanta, by przyuczyć go do zawodu Śmierci.

terry pratchett mort recenzja iambiblioholic welkinson Czytaj dalej

Reklamy